sobota, 1 listopada 2014

Wyzwania fotograficzne: projekt „Podwodne inspiracje” cz. 2

Po tygodniach przygotowań i pokonaniu niezliczonej liczby problemów zaczęło się. Poczułam, jak rośnie mi puls. Zimna woda chlusnęła mi w twarz, by wkrótce potem przykryć mnie całą. Na dnie basenu czekał na mnie pierwszy fotograf Wojciech Podhorski, przyjaciel i przewodnik w tym podwodnym wyzwaniu. Znalazłam automat podłączony do butli i zaczerpnęłam powietrza. W chwilę później osiągnęliśmy swój pierwszy sukces – naciśnięcie spustu migawki pod wodą wyzwoliło lampy ustawione na powierzchni. Udało nam się uruchomić je dzięki „sekcji”*  aparatu, który musiał dzisiaj działać w trybie live view. Wydawało nam się, że to najtrudniejsza część sesji.
Po chwili radości wypływam i wołam modelkę. Obserwuję jej wejście do wody i widzę, że mimo doświadczenia z sesji próbnych oraz jej świetnych umiejętności pływackich, w jej oczach narasta panika. Zanurza się, a obciążenie ściąga ją w dół. W pobliżu asekuruje ją nurek, ale mimo to jej desperackie ruchy zdają się mówić: „nie chcę utonąć”. Bez okularów woda wydaję się mętna i widać jedynie poruszające się cienie. Modelka nie wie, czy asekurant zdąży zareagować na czas, choć w rzeczywistości jest on na wyciągnięcie ręki i dokładnie wszystko obserwuje, gotowy w każdej chwili podać tlen. Na brzegu czeka jeszcze dwóch ratowników. Strach przed zachłyśnięciem jednak zwycięża. Przerywamy.
 ”Od dwunastu lat schodzę pod wodę i nigdy się tak nie bałam” – wyznaje Martyna Jarczewska po sesji.
Cała ekipa schodząca podczas sesji pod wodę była wcześniej przeszkolona w nurkowaniu z butlą. Przeprowadzane były próby pozowania pod wodą. Mimo to adrenalina, stres i pragnienie uzyskania jak najlepszego efektu sprawiły, że członkowie ekipy utracili swobodę poruszania się w wodzie. A nas gonił czas – przygotowania na basenie zajęły go więcej niż przypuszczaliśmy.
Nie poddajemy się.
Spróbowaliśmy jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze. Po przyzwyczajeniu do wody modelkom i modelowi szło coraz lepiej. Po kilku minutach Martyna nawet chodziła po tafli wody… z głową skierowaną do dołu.
„Pozuję od dwóch lat, ale sesja pod wodą to było całkiem nowe doświadczenie – coś, dzięki czemu mogłam sprawdzić, jak dobrze znam samą siebie oraz pokonać swoje lęki i słabości. Pozowanie pod wodą wymaga doświadczenia i skupienia zarówno od modelki jak i fotografa.  W tym środowisku o wiele trudniej o dobre zdjęcia. Sama sesja odbyła się w cudownej atmosferze” – wspomina Aneta Posiłek.


*- czyli rozłożeniu go na części pierwsze, w celu oszukania systemu by myślał że lampa wbudowana jest otwarta. Lampa otwarta w tradycyjny sposób nie mieściła się do obudowy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz