Wyzwania fotograficzne: projekt „Podwodne inspiracje” cz. 2
Po tygodniach przygotowań i pokonaniu niezliczonej liczby
problemów zaczęło się. Poczułam, jak rośnie mi puls. Zimna woda chlusnęła mi w
twarz, by wkrótce potem przykryć mnie całą. Na dnie basenu czekał na mnie
pierwszy fotograf Wojciech Podhorski, przyjaciel i przewodnik w tym podwodnym
wyzwaniu. Znalazłam automat podłączony do butli i zaczerpnęłam powietrza. W chwilę później
osiągnęliśmy swój pierwszy sukces – naciśnięcie spustu migawki pod wodą wyzwoliło
lampy ustawione na powierzchni. Udało nam się uruchomić je dzięki „sekcji”* aparatu, który musiał dzisiaj działać w trybie
live view. Wydawało nam się, że to
najtrudniejsza część sesji.
Po chwili radości wypływam i wołam modelkę. Obserwuję jej
wejście do wody i widzę, że mimo doświadczenia z sesji próbnych oraz jej
świetnych umiejętności pływackich, w jej oczach narasta panika. Zanurza się, a
obciążenie ściąga ją w dół. W pobliżu asekuruje ją nurek, ale mimo to jej
desperackie ruchy zdają się mówić: „nie chcę utonąć”. Bez okularów woda wydaję
się mętna i widać jedynie poruszające się cienie. Modelka nie wie, czy
asekurant zdąży zareagować na czas, choć w rzeczywistości jest on na
wyciągnięcie ręki i dokładnie wszystko obserwuje, gotowy w każdej chwili podać
tlen. Na brzegu czeka jeszcze dwóch ratowników. Strach przed zachłyśnięciem
jednak zwycięża. Przerywamy.
”Od dwunastu lat
schodzę pod wodę i nigdy się tak nie bałam” – wyznaje Martyna Jarczewska po
sesji.
Cała ekipa schodząca podczas sesji pod wodę była wcześniej
przeszkolona w nurkowaniu z butlą. Przeprowadzane były próby pozowania pod
wodą. Mimo to adrenalina, stres i pragnienie uzyskania jak najlepszego efektu
sprawiły, że członkowie ekipy utracili swobodę poruszania się w wodzie. A nas
gonił czas – przygotowania na basenie zajęły go więcej niż przypuszczaliśmy.
Nie poddajemy się.
Spróbowaliśmy jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze. Po
przyzwyczajeniu do wody modelkom i modelowi szło coraz lepiej. Po kilku
minutach Martyna nawet chodziła po tafli wody… z głową skierowaną do dołu.
„Pozuję od dwóch lat, ale sesja pod wodą to było całkiem
nowe doświadczenie – coś, dzięki czemu mogłam sprawdzić, jak dobrze znam samą
siebie oraz pokonać swoje lęki i słabości. Pozowanie pod wodą wymaga
doświadczenia i skupienia zarówno od modelki jak i fotografa. W tym środowisku o wiele trudniej o dobre
zdjęcia. Sama sesja odbyła się w cudownej atmosferze” – wspomina Aneta Posiłek.
*- czyli rozłożeniu go na części pierwsze, w celu oszukania systemu
by myślał że lampa wbudowana jest otwarta. Lampa otwarta w tradycyjny sposób nie
mieściła się do obudowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz